| Wszystko o Stankiewiczach | Stankiewicz-inf. ogólne |Twórczość Stankiewiczów | Saga Rodu  | O Stankiewiczach - listy nadesłane  |Aktualności                          
 Fredrowie w Cisnej
O mnie  

Strona I

 

GreatFamily 

Bieszczadzka Kolejka Leśna
Antoni Stankiewicz. Ucieczka na Węgry
Wspomnienia Antoniego Stankiewicza o przymusowej pracy w III Rzeszy
Leżajsk-moje miasto
Antoni Stankiewicz - Biografia
Jan Stankiewicz s. Karola
Księstwo Gedroyc

Leśniczówka w Żubraczem
Zubracze Foto
Genebase
Zubracze Foto

Od Żubracze Bieszczady

 

SENTYMENTALNA PODRÓŻ DO ŻUBRACZEGO

 

13 maja 2006 roku odbyłam "historyczną" podróż w przeszłość. Z dziećmi i moją siostrą Urszulą, wybrałam się do Żubraczego, małej, bieszczadzkiej wioski, nieopodal Cisnej, gdzie moi dziadkowie mieszkali przez kilka lat, a mój tato przeżył tam swoje dziecięce lata. Tato od 60 lat nie był w Żubraczem. Niejednokrotnie wspominał z nostalgią Bieszczady, marzył o powrocie do krainy z lat dziecięcych. Dwa lata wcześniej zwiedziłam bieszczadzkie zakątki. Wybrałam się z dziećmi na urlop z zamierzeniem odnalezienia tych wszystkich zakątków, o których opowiadał mi ojciec.

"Te góry są znacznie większe niż teraz, trudno więc zlokalizować cokolwiek"- mówił, z zakłopotaniem tato odszukując miejsca ze swojego dzieciństwa.

W 1921 roku Żubracze liczyło 244 mieszkańców, narodowość rusińską podało 155 osób a polską 89 osób, wyznanie greko-katolickie podało 193 osoby, rzymsko-katolickie 37 osób oraz mojżeszowe 14 osób.

W 1938 roku we wsi było 72 domy zamieszkałe przez 259 osób, istniała cerkiew, młyn wodny, kolejka wąskotorowa, handel wyrobami tytoniowymi, gajówka, kowal (Cygan) oraz jednoklasowa szkoła, w której jedyną nauczycielką była Maria Dziubanowna.

PS. Z mojej Księgi Gości: Że też pamiętacie państwo jak nazywała się nauczycielka ze szkoły w Żubarczem. Maria Dziuban była ciotką mojej mamy, niestety zmarła kilka lat temu. Pozdrawiam:) szymon d. 2008/06/23 00:07:17


Adamczyk Leon nie żyje, Adam starszy bliźniak też. Żyje żona Leona. Staszek Adamczyk to brat Leona mieszka obecnie na Majdanie. Jednym tchem próbował wymieniać nazwiska, jakie utkwiły ojcu w pamięci.

PS. Wpisała się do mojej Księgo Gości umieszczonej na mojej stronie internetowej Ewa Adamczyk:

"Witam . Jestem córką LEONA ADAMCZYKA.Dziękuję za informacje dotyczące mojej miejscowości Żubracze , oraz za ciekawe przekazanie historii tej miejscowości. Mój dziadek Bronisław Adamczyk miał faktycznie piękne pismo i niesamowitą wiedze o historii".

Tu mieszkali bliźniacy, podobni do siebie jak 2 krople wody- Janek i Bronek Woźnica, oraz młodsi ode mnie Leon i Adam Adamczyk. Bliźniacy mieli własną huśtawkę, mieli pistolety własnej produkcji, mieli skrzypce, na których umieli grać, mimo, że byli tylko samoukami. Mieszkali koło Majdanu, bliżej mostu kolejowego, mimo, że było mi do nich daleko, chętnie goniłem do nich poszaleć, chociażby żeby sobie postrzelać podczas wspólnej zabawy. Razem z nimi pasłem krowy w przyległym lesie, z dala od ich miejsca zamieszkania.

Z Leonem i Adamem Adamczykiem szaleliśmy na wagonach kolejki. Ich ojciec miał średnie wykształcenie, początkowo pracował fizycznie na torach, potem został naczelnikiem stacyjki w Żubraczem. Miał piękne pismo. Razem z dziećmi jeździł na nartach. Po wojnie straciłem z nimi kontakt, wyjechali na Zachód, Staszek Adamczyk brat Leona mieszka obecnie na Majdanie. Moim starszym o 2-3 lata kolegą był Wojciechowski. Urodził się w Czechosłowacji, przyjechał z rodzicami do Żubraczego i mieszkał niedaleko młynu, ok. 300-400 metrów w stronę Solinki.

Po roku 1945 Żubracze – wieś, w której ojciec spędził dzieciństwo, została zniszczona i wysiedlona. 1 września 1946 roku Rodzina wyjechała do Nysy. W 1946 roku siłą wysiedlono na Ukrainę 62 rodziny, a w ramach akcji "Wisła" wysiedlono pozostałą część ludności a wojsko spaliło wieś.

 

W Żubraczem, w dzisiejszych czasach, brak jest sklepu, ale są tacy, którzy rozwożą po domach towar samochodem, praktycznie wszystko, na zamówienie. Tak opowiadała napotkana mieszkanka Żubraczego. Przyjechała na te tereny dopiero po wojnie.

Panorama z cmentarza: można podziwiać grzbiety górskie należące do wszystkich ważniejszych pasm bieszczadzkich ze szczytami:

Jasło 1153 m npm., Hyrlata 1105 m npm,      Rosocha 1091 m npm., Wołosań 1071 m npm, Łopiennik 1069 m npm, Stryb 1017 m npm, oraz wieloma mniejszymi.

Góra Matrygona obrośnięta malinami, brusznicą, jagodami. Są grzyby, rydze.

Góra Hyrlata –przez nią prowadził szlak na Węgry

Kwitną czereśnie na bezpańskich wzgórzach.

   

 

     Majdan i Cisna

Wąskotorówka. Przez wieś Żubracze biegną tory kolejki wąskotorowej z Majdanu do Łupkowa. Michalski był zawiadowcą stacji, potem w Nysie pracował na kolei, może też jako zawiadowca. Pamiętam dokładnie wielką zimę 1929 roku - wspominał tato. Pamiętam tę datę, bo wtedy urodził się brat Franek. Mroźna zima, temperatura sięgała -30 stopni C, a ja, czteroletni gówniarz razem z bratem Karolem wybraliśmy się do Michalskich. Na szczęści ktoś nas zawrócił z drogi i przyprowadził do domu. Odmroziliśmy sobie ręce, ojciec kazał nam je moczyć w zimnej wodzie. Dostaliśmy lanie.

Chyba do najbardziej uciążliwych moich obowiązków było chodzenie do szkoły w Cisnej, szkoły odległej o 7 km od mojego domu. W okresie bardzo ciężkich zim byliśmy odwożeni i przywożeni ze szkoły. Okres zimowy w Bieszczadach był szczególnie niesprzyjający nauce, zdarzało się, że z powodu obfitych opadów śniegu, zasypanych dróg, temp. niejednokrotnie poniżej 30st C zamykano szkołę, nawet na okres dwóch miesięcy. Zdarzało się, że do szkoły jeździliśmy pociągiem. Aby nie kupować biletu, przyczepiałem się do buforu i jechałem na gapę.

Szkoła w Cisnej była 4-klasowa, przy czym 2 lata chodziło się do klasy trzeciej i 2 lata do klasy czwartej. Nauczycielami byli pan Mieczysław Markiewicz i pan Ochnicz, mąż lekarki z Cisnej. Po zajęciach szkolnych często graliśmy w piłkę nożną, siatkówkę. Sport ten wykańczał mnie zupełnie do tego stopnia, że nie miałem siły wracać piechotą do domu. Dwie kromki chleba musiało wystarczyć na cały dzień pobytu poza domem. Nie zawsze miałem pieniądze, aby dokupić np. bułkę.

PS. Odezwała się do mnie córka p. Ochnicza - Barbara. Wpisała się do mojej Księgo Gości umieszczonej na mojej stronie internetowej, dzięki czemu dowiedziałam się, że jej ojciec miał na imię Roman. Wpisał się również wnuk p. Romana Ochnicza -  Adam Ochnicz.

***

Kościół św. Stanisława Biskupa w Cisnej

 


             2 lata temu odnalazłam na wzgórzu zaniedbany cmentarz. Postanowiłam zawieźć tam tatę, aby przywrócić wspomnienia. Teren cmentarza okalają rosłe lipy. Stała tam niegdyś cerkiew, nie ma po niej śladu.   Położony jest 100 metrów od szosy głównej. Aby dotrzeć do niego, musiałam przedrzeć się przez prywatną posesję, przeskoczyłam przez płot, gdyż właścicielka posesji nie była chętna otworzyć mi bramę. W tym roku odnalazłam inne przejście, kilka metrów dalej od przystanku autobusowego. Mogłam bez problemu przejść przez podwórze gospodyni, która zamieszkuje w Żubraczem od lat 60. Z rozmowy z nią, dowiedziałam się, że turyści rzadko odwiedzają tę uroczą wieś. Kiedyś grupy turystów pieszo pokonywali szlaki, chętnie wynajmowali kwatery na nocleg, nie gardząc spaniem na sianie. Gotowali posiłki na udostępnionej kuchence. Dzisiaj, najczęściej przyjeżdżają samochodami i nie zatrzymują się na dłużej. Spotkać można pojedynczych turystów na rowerach.

Obecnie na cmentarzu cerkiewnym zachowało się kilka nagrobków. Otacza je 5 starych lip. Zachowane nagrobki porozrzucane są po terenie całego cmentarza. stoją bardzo prowizoryczne krzyże brzozowe. Część pozostałości po dawnych nagrobkach leży w kawałkach w wysokiej trawie.

 

 

Na cmentarzu leży pochowany Jerzy Sawkanycz, Ukrainiec. Nazywali go Jurko. Ur. się 25 maja 1895. Zmarł 20 października 1944 roku. Tato go znał. Sawkanycz miał 30 sztuk bydła, parę koni, musiał wyżywić liczną rodzinę, miał bowiem 18 dzieci. Mieszkał naprzeciw Stankiewiczów. Druga z rzędu córka miała na imię Ołena, była starsza od taty o 2 lata. Syn Ilko był na przymusowych robotach w Niemczech, Wrócił do Polski. Jego dzieci mieszkają koło Szczecina. Przez lata przyjeżdżał na grób syn, niedawno, ok. 2 lata temu zmarł, a teraz przyjeżdża wnuk?

Koło Jurka powinien leżeć Papczak, ale nie ma śladu po jego grobie.

 

 

We wschodniej części cmentarza, blisko ogrodzenia spoczywa dawny właściciel tej ziemi, przedostatni właściciel majątku - książę Władysław Gedroyć. Rzuca się w oczy, ponieważ jest to nowy, lastrykowy nagrobek . Napis na nagrobku głosi:

Władysław Książe Gedroyć

urodz. 8.V.1862 zm. 7.IV.1943

                         Pan na Żubraczach

                        Ave Maria

 

 

Kilka metrów obok grobu, leży w trawie stary nagrobek księcia. Napis na tym nagrobku głosi:

 

Władysław ks. Gedroyć

ur. 9.5.1861

zm. 7.4.1943


     

Plac, na którym stała gajówka Jana Stankiewicza. Stała na górce, między jednym potokiem, a drugim. Działka była własnością Kociatkiewicza. Dzisiaj stoją jeszcze tu lipy, teren jest zarośnięty. Wtedy lipy miały 40-50 lat, rosły wzdłuż alejki prowadzącej do domu na wzgórku. Aleja lipowa. Dom 2 pokojowy, przedpokój, kuchnia. Trudny był dojazd do domu. Schodziło się drogą koło jabłoni, która do dziś tutaj stoi. W rzece babcia Rozalia robiła pranie. Rwący potok doskonale zastępował pralkę automatyczną, tyle, że bez wirówki. Suszarką być może były krzaki. Wodę do gotowania czerpano bezpośrednio z potoku. Nawet w zimie woda była dostępna do użytku. Po drugiej stronie potoku stała figurka Św. Antoniego. A nieco wyżej stały 2 baraki wojskowe, w których mieszkało 2 kampanie junaków. Budowali drogę z Majdanu do Woli Michowej. Z Cisnej do Majdanu droga była wybrukowana „kocimi łbami”. Junacy wybudowali przy okazji most na Solince koło folwarku. Na otwarcie tego mostu przyjechał sam starosta z Leska.


  Obok mostku mieszkał Filipiak, który miał dwóch synów Jana i Adolfa. Obydwaj byli starsi ode mnie co najmniej 5-6 lat. Pracowali już w folwarku. Z Dolkiem łowiliśmy ryby, zbieraliśmy grzyby, kąpaliśmy się w Solince. Dolek był stolarzem, podobnie jak jego ojciec. Robili sanie, narty, beczki. Jan był krawcem. Dolka pamiętam, jak przyjechał z wojska w mundurze podhalańczyka, jeszcze przed wojną. Dolek ożenił się z córką swojej macochy, drugiej, a może trzeciej żony ojca. Obydwaj bracia uciekli początkowo na Węgry, potem znaleźli się w Portugali.

Mostek został wybudowany przez nadleśnictwo, dopiero w 1937, czy 38 roku, a może już po wyzwoleniu. Dawniej była tu kładka ze ściętych jodeł, jak przyszła wiosna, roztopy niszczyły drogę, uniemożliwiając dojście. Kładka była przywiązywana, żeby na wiosnę, czy w czasie większych deszczów nie została porwana przez żywioł.

Patrząc z mostku na pobliski plac, tato - Antoni Stankiewicz  wspominał: Wojsko niemieckie przeprowadzało się czołgami. Dowództwo ruskie stało obok mostu, ustalali plan działania. Obok kręciły się dzieci. Pocisk wpadł prosto w grupę Ruskich. Wszyscy zginęli.
Brat Władek został ciężko ranny, ale w szoku wstał i próbował iść. Drugi jego brat Franek zdziwiony spytał: „tobie nic nie jest?, bo mnie nogę urwało”. Kikut wisiał na strzępie skóry. Franka zabrali do szpitala do Sanoka, a Władka do Stanisławowa, Kijowa, Charkowa, wzdłuż w szpitalach wojskowych przez 2 lata. W Charkowie leżał w kostnicy przez kilka -3 dni. Brakowało krwi, był wycieńczony, więc lekarz kazał go odstawić do kostnicy, bo był bezradny. Ale jakaś sanitariuszka zauważyła, że Władek jeszcze oddycha i żyje. Ona mu dała swoją krew, uratowała mu życie. Podobno chciała się z nim ożenić. Podobno jej mąż pilot odnalazł go po latach drogą wojskową. Nawiązała z nim kontakt.


    Tuż przy drodze, na wzgórzu, po lewej stronie stał piękny, nowy, murowany dwór Kociatkiewiczów. W 1927 r państwo Giedroyciowie, a wraz z nimi rodzina Stankiewiczów opuścili Kulików i zamieszkali w Żubraczem k/ Cisnej. Prawdopodobnie przyczyną wyjazdu była choroba córki Jadwigi (ur. 2 stycznia 1907, w Miękiszu Nowym). Zdecydowali się osiedlić w górach. Majątek w Żubraczem nabył Władysław książę Gedroyć od Gertnera dla swojej córki Jadwigi, która  wyszła za mąż (ślub 27 grudnia 1927r) za Marka Kociałkiewicza (ur.10 czerwiec 1903, we Lwowie -dyplomowany handlowiec, urzędnik bankowy). Mieli 3000 ha lasu. Dopóki Gertner się nie wyprowadził mieszkali w barakach jeszcze ok. 5 lat. Obok mieszkała rodzina Stankiewiczów.

Jadwiga urodziła syna Andrzeja i córkę Irenę. Dzieci nie chodziły do szkoły, uczyła ich niezamężna ciotka ze Lwowa. Na narty chodził tato, Władek, Karol z panią Jadzią, Witoldem-bratem. Piotrek-męża brat przyjeżdżał tylko na wakacje. Z tyłu folwarku były pola, na tą górkę chodzili na narty. W dali widać górę Hyrlatę, za którą był jeszcze jedna góra i dalej granica węgierska. Tamtędy dziadek przeprowadzał uchodźców i tamtędy tato przechodził na Węgry.

 Podczas okupacji niemieckiej przez Żubracze przebiegała trasa kuriersko – sztafetowa "Las". Właścicielka majątku Jadwiga Kociatkiewiczowa "Renia" udzielała schronienia kurierom. Szlak biegł przez Hyrlatą, używany był do marca 1942 roku.

Tym szlakiem przeprowadzali kurierów na Węgry Mietek i Heniek Pałasiewicz. Pisał mi o tym Artur Pałasiewicz z Warszawy - z zamiłowania historyk, archiwista, szperacz, wyszukiwacz i entuzjasta Najjaśniejszego Pana Franciszka Józefa I. Artur znał osobiście Adamczyka, ostatniego urzędnika kolejki wąskotorowej i jego synów - Bronek woził go drezyną na grzyby do Łupkowa. Rodzina Pałasiewiczów pochodziła z Huty Korostowskiej (koło Skolego w Karpatach Skolskich, obecnie Ukraina), a w XIX w. już mieszkali w Balnicy, gdzie na cmentarzyku w Balnicy zachował się jedyny utrzymany grób - to grób  pradziadka Artura. W Żubraczem mieszkali od 1918 roku. Jan Pałasiewicz - dziadek Artura służył w C.K. Armii, a po demobilizacji armii austriackiej pracował na kolejce wąskotorowej, w 1931 przeprowadził się do Zagórza. Dziadek Jan Pałasiewicz miał czterech synów - Mieczysława, Henryka, Romana i Józefa.

Marek Kociatkiewicz był wójtem w Cisnej przed wojną. Jeździł tam na karty. W 1939 r przekroczył granicę i przez Węgry, Jugosławię, Egipt dostał się do Anglii. Wrócił z Anglii do kraju w 1949 r. Zamieszkał w Koszalinie i tam zmarł 16 czerwca 1992r.

Tutaj, dawniej rosły drzewa jasionowe, w miejscu, gdzie stoi stodoła rósł tam dąb ponad 100-letni, podobno zasadzony przez  Sobieskiego.

 

Po drugiej stronie drogi i torów kolejowych, nad potokiem znajdował się ogród Kociatkiewiczów. Rosły w nim kwiatki, jarzyny, truskawki, które uprawiała służba. Wieczorem, tato zakradał się do ogrodu na truskawki.


    Chodzili się kąpać w rzece Solince. Robili tamę, spiętrzona woda umożliwiała kąpiel. Na murku opalali się. Podwaliny mostu były drewniane. Tato w potoku łapał ryby, przeważnie pstrągi. Łowił je rękami, nie potrzebował wędki.

 

 

 


 

Na początku wsi, po lewej stronie była „Góra Trotowa”. Jeszcze z I wojny światowej pozostałości. Były źródłem podściółki i opału dla mieszkańców Żubraczego. Po drugiej stronie drogi był tartak, jego właścicielem był Żyd. Na lewo od drogi jest woda siarczana.


 

 

 Księga Gości-przeglądanie Jesteś     moim Gościem   

Zostaw ślad po sobie i wpisz się

Strona utworzona: 2004-07-04

Aktualizacja strony: 14-01-17